Strona główna

Wyjazdy
 »   górskie
        → Polska
        → Wielka Brytania
•  Lake District
•  Mam Tor
•  Roseberry Topping
•  Whernside
        → Słowacja
        → Czechy
 »  krajoznawcze
 »  rowerowe






















WyjazdyWyjazdy górskieWielka BrytaniaWhernside i Ribblehead Viaduct




Trzy zimy

Druga zima:
Whernside i Ribblehead Viaduct
24 I 2015



→ Zobacz trasę na pełnym ekranie

W kolejnym tygodniu stycznia śledzę z niepokojem prognozy. Czy tym razem uda się wyjazd w Yorkshire Dales? Na szczęście aura jest dla nas łaskawa i na weekend zapowiadają słońce na zachodzie.

Tym razem trasę wycieczki wybieramy nie pod kątem ciekawego szczytu czy jakiejś atrakcji przyrodniczej, a pewnego słynnego obiektu powstałego dzięki pracy ludzkich rąk. Mowa o moście kolejowym Ribblehead Viaduct rozciągającym się na tle doliny Ribble. Najbliżej zabytku znajduje się szczyt Whernside, będący przy okazji najwyższym wierzchołkiem Yorkshire Dales, tam więc planujemy skierować swoje kroki.

Wyjeżdżamy dość wcześnie, a czerwony wschód słońca łapie nas gdzieś w drodze i przez tylną szybę samochodu podziwiamy krwawą łunę, którą wkrótce zostawiamy za sobą. Za Ingleton wjeżdżamy przypadkowo w pewną dolinę i wiemy, że to nie przypadek i że poranek musimy przywitać właśnie tu. Poranek mroźny, bo słońce dopiero wstaje i delikatnym światłem stara się skąpać okolicę.










Mgły opadają i nagle z tej zwiewnej bieli zaczyna się wyłaniać szczyt nieodległego Ingleborough. Jeszcze kilka minut wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, że za tą mglistą chmurą jest jakaś góra!



Po tej szczęśliwej pomyłce wracamy na właściwą drogę. Dzień wstaje już na całego.







Śniegu jest co prawda więcej niż tydzień temu na Roseberry Topping, ale tylko na szczytach. W dolinach - wczesna wiosna.



Wreszcie naszym oczom ukazuje się nasz dzisiejszy cel - wiadukt Ribblehead.







Nad nim dumnie pręży się szczyt Whernside. Ku naszej radości, cały w puchu! Może nie jest tego śniegu tak dużo, by pokryć wierzchołek idealną bielą, na tyle jednak, by nas ukontentować. A taka ilość ma jedną podstawową zaletę - widać spod śniegu różne kreski, kreseczki, załamania terenu, falistości i plamy. Słowem - całą różnorodność terenu przyprószonego tylko cukrem pudrem.










Po dotarciu na miejsce nie śpieszymy się. Trzeba przecież wypić kawę, zjeść śniadanie i wypalić fajeczkę na "dzień dobry". W tym czasie, jak to tutaj często bywa, pogoda zaczyna się zmieniać, a Whernside pokrywa się białą czapą.







Wreszcie ruszamy. Początek szlaku wiedzie wzdłuż wiaduktu. Ribblehead Viaduct powstał w latach 70 XIX wieku i jest największą tego typu konstrukcją w Anglii. Ma 420 m długości, 32 metry wysokości i 24 filary.







Użytkowany jest do tej pory i ponoć krytykowany jako zbyt kosztowny do utrzymania. Poza regularnie działającą linią Settle - Carlisle Railway oferowane są tu także przejażdżki pociągiem parowym.







Choć wiadukt zostaje za nami, nadal idziemy wzdłuż linii kolejowej, która w okolicach małego wodospadu niknie tunelem w pobliskiej górze. Cały czas towarzyszą nam widoki na Whernside.







Szczyt Whernside razem z pobliskimi Ingleborough i Pen-y-ghent należy do Three Peaks. Popularny szlak, łączący te trzy wierzchołki, ma około 40 km długości, 1600 m przewyższenia i w ramach Yorkshire Three Peaks Challenge powinien być pokonany w ciągu 12 godzin.







Wreszcie opuszczamy dolinę i zaczynamy wspinaczkę na szczyt.







Z początku są jeszcze widoki, jednak rzut oka na Whernside nie pozostawia złudzeń, że za moment wejdziemy w mgłę.



I rzeczywiście. Niedługo brniemy już w przejrzystej zawiesinie, a szlak niespodziewanie staje się stromy i biegnie wąską, wydeptaną w śniegu ścieżynką na krawędzi opadającego ostro w dół zbocza. Kto by pomyślał, że w Anglii mogą być tak wąskie i niebezpieczne zimą ścieżki!







Widok kamiennego obelisku na szczycie zaskakuje nas. Pewnie przy pogodzie widać go z daleka. Dziś jednak jest inaczej. Porywisty wiatr już już ma nas wygonić na dół, gdy nagle, niespodziewanie, mgły zaczynają się rozwiewać i pojawiają się widoki na okolicę.













Gdy schodzimy, promienie słońca przebijają się przez warstwę chmur na horyzoncie. Jest zimno i mimo rękawiczek zaczynają mi marznąć palce.










Mgły opadają. Poprawia się przejrzystość. Odsłania się też widok na Ingleborough.







W pobliżu wiaduktu udaje nam się też złapać w kadr pociąg, który kopci na okolicę aż miło!







Już po zachodzie mijamy kolejne gospodarstwa z ciekawskimi owcami. Przechodzimy przez płotki, bramki, brodzimy w podmokłej ziemi, by wreszcie wyjść na drogę prowadzącą z drugiej strony wiaduktu.













Przy wiadukcie zamykamy wreszcie pętlę. Najwyższy to już czas, bo zaczyna się ściemniać.







Druga zima zaspokoiła nieco nasze apetyty na śnieg. Na tym jednak nie skończyliśmy i wybraliśmy się w kolejnym tygodniu na poszukiwania zimy trzeciej. O tym następnym razem.