Rumunia 2006
Trasa w Fogaraszach
Relacja
Galeria
Informacje praktyczne
Załoga


Strona główna








Rumunia 2006Informacje praktyczne





Poniżej garść informacji praktycznych dla wszystkich chętnych, którzy planują wyjazd do Rumunii. Ceny i informacje odnoszą się do naszego wyjazdu w lipcu 2006 roku w Fogarasze i do Transylwanii.






Przejdź do:

Transport w Rumunii Pieniądze Noclegi Bezpieczeństwo Język Kilka słów o Ukrainie






Dojazd







Do Rumunii można dojechać dwojako - albo przez Słowację i Węgry, albo przez Ukrainę. My wybraliśmy drugi wariant z racji tego, że jest po prostu tańszy.



Przekraczanie granicy polsko - ukraińskiej

Granicę polsko - ukraińską przekraczaliśmy w Medyce. Wybraliśmy najtańszy wariant dojazdu do Lwowa - z pieszym przejściem granicy. Spod dworca autobusowego w Przemyślu odjeżdżają do granicy busiki (cena 2 zł.). Zazwyczaj dosyć szybko można się uporać z granicą, niekiedy jednak i w tę stronę są kolejki. W części "ukraińskiej" trzeba wypełnić specjalną dwuczęściową karteczkę z danymi, przewidywanym miejscem pobytu itd. Wzór wypełnienia wisi przy budce, zresztą szczerze mówiąc celnicy nie zwracają bacznej uwagi na kartki. Jeśli jedziemy do Rumunii, należy podać przy okienku nazwę przejścia granicznego między Ukrainą a Rumunią (Porubne) , wtedy w paszporcie otrzymuje się pieczątkę "tranzyt" i trzeba opuścić terytorium Ukrainy do trzech dni. Przy okienku dostaje się drugą część wypełnionej kartki, która jest potrzebna w powrotnej drodze przy wjeździe z Rumunii na terytorium Ukrainy. Na granicy nie są już pobierane żadne opłaty. Należy pamiętać, że po przekroczeniu granicy przesuwamy zegarki o godzinę do przodu. Po przejściu granicy często jeżdżącymi busami za 9, 5 hrywny (w wakacje 2006 kurs wynosił ok. 60 - 70 groszy) dojedziemy pod sam główny dworzec we Lwowie w około 1, 5 godziny. Niekiedy taksówkarze namawiają turystów do jechania z nimi, należy się wtedy upewnić, jaką cenę oferują i czy nie jest ona zbyt wysoka. Można się oczywiście targować. My skorzystaliśmy z takiej oferty i za 12 hrywien od osoby dojechaliśmy o wiele szybciej do Lwowa, dzięki czemu udało się nam złapać pociąg na dalszą podróż.
Oczywiście z Przemyśla można od razu autobusem dostać się do Lwowa. Bilet kosztuje 20 zł. Problemem jest to, że autobusy zatrzymują się na dworcu autobusowym poza miastem i wtedy trzeba marszrutką (rodzaj busika) za niewielkie pieniądze dojechać do dworca kolejowego. Podróż w odwrotnym kierunku odbywa się tak samo - spod dworca kolejowego we Lwowie odjeżdżają do granicy w Szegini busy, niestety często zatłoczone. Granicę przekracza się pieszo (by ominąć kolejki w części polskiej, warto się "uśmiechnąć" i poprosić polskiego celnika, zazwyczaj turystów przepuszczą bez kolejki) i już po stronie polskiej busem dojeżdża się pod dworzec kolejowy (i autobusowy) w Przemyślu.

Przejazd przez Ukrainę

Ze Lwowa należy złapać pociąg do Czerniowiec (około 25 hrywien za plackartę, wagon z "boksami" do spania i siedzenia bez zamykanych drzwi). Mimo niewielkiej odległości, pociąg jedzie dość długo, około 7 godzin. Problemem jest to, że niekiedy nie dostanie się biletów do stacji docelowej, bo ich brak. My dostaliśmy tylko bilety do Iwanofrankowska (18, 75 hr.); tam mieliśmy w kasie dokupić bilety na dalszą podróż. Niestety z powodu gigantycznych kolejek pociąg zdążył nam odjechać, zanim dotarliśmy do okienka (na Ukrainie trzeba się uzbroić w cierpliwość). Autobusu bezpośredniego do Czerniowiec też nie było, pojechaliśmy więc najpierw do Kołomyi (9,5 hr., nam kierowca wziął po 8 hr.), a potem do Czerniowiec (10, 85 hr.). Busy w Czerniowcach zatrzymują się poza miastem, więc trzeba do dworca autobusowego dojechać trolejbusem nr 3 (za 50 kopiejek). W odwrotnym kierunku albo wraca się do Lwowa autobusem (25 hrywien), albo pociągiem (plackarta za 24 hrywny). Podróż pociągiem ma tę zaletę, że ten wieczorny (o 20.30) jest we Lwowie wcześnie rano, nie traci się więc czasu na przejazd i pieniędzy na nocleg.

Przekraczanie granicy ukraińsko - rumuńskiej

Do Suczawy (przez przejście graniczne Porubne-Siret) odjeżdża z dworca autobusowego w Czerniowcach tylko kilka autobusów za 30 hrywien. Na granicy trzeba jeszcze uiścić opłatę za obowiązkową dezynsekcję (czyli po prostu spryskanie pojazdu specjalnym płynem). Niestety w godzinach późnopopołudnowych nic już nie jedzie do Suczawy. Pod granicę co prawda podjeżdżają busy, ale przejścia tego nie można przekraczać pieszo! Dlatego alternatywą w takiej sytuacji jest skorzystanie z usług prywatnych busiarzy, którzy kursują również wieczorami. Za 10 dolarów dolarów w miarę szybko dowiozą do Suczawy, bez żadnych problemów na granicy, gdyż koszty dezynsekcji pokrywają oni. Znają również celników, więc przejazd granicy obywa się bez długiego czekania i dokładnych kontroli.
Nasz busiarz zawiózł nas i na dworzec kolejowy, i autobusowy w Suczawie, lecz zwykle na początku należy się upewnić, gdzie nas zawiezie i "wynegocjować" ten dworzec, o który nam chodzi.
W odwrotnym kierunku można z dworca autobusowego w Suczawie jechać do Czerniowiec, jednak autobusów jest mało, a i cena wyższa niż za autobus ukraiński do Suczawy. Przewoźnicy ukraińscy nie mogą stawać koło dworca, więc trzeba spytać (najlepiej taksówkarza) o drogę do dużego sklepu (marketu) obok dworca, z dużym placem parkingowym. Tam czekają przewoźnicy. Przy ponownym wkraczaniu na terytorium Ukrainy należy okazać drugą część wypełnionych na samym początku podróży karteczek i wypełnić niestety nową. Należy też pamiętać, że stan toalet na granicy ukraińsko - rumuńskiej pozostawia wiele do życzenia.

Przejazd przez Rumunię

W Fogarasze (Transylwania) można dostać się pociągiem (z dworca Suceava Nord) i autobusem. Niestety oba dworce są znacznie od siebie oddalone, więc trudno bez uprzednich informacji zorientować się, co będzie bardziej pasować (pociąg jest podobno tańszy). Aby dostać się z jednego dworca na drugi, należy złapać autobus nr 5, koszt przejazdu 1 leja (ok. 1, 20 zł.). W przypadku podróży w stronę dworca autobusowego dobrze jest poprosić kogoś (mówiąc "autogara") o wskazanie przystanku wysiadkowego, bo jest on trochę oddalony od dworca. Najlepiej z dworca kolejowego złapać od razu pociąg do Braszowa. Niestety pociągi tam nie jeżdżą zbyt często, więc można złapać pociąg na Bukareszt i wysiąść w Ploeszti (ok. 6 godzin jazdy, za 34 leje) poniżej Braszowa. Po przyjeździe na jeden dworzec w Ploeszti (południowy) należy autobusem za 1 leję podjechać na inny (dworzec zachodni - najlepiej spytać młodego człowieka, jakim autobusem dojechać spod dworca, bo angielski znają tu niemal wszyscy młodzi). Stamtąd accelerat (pociąg przyśpieszony) do Braszowa jedzie około 2 godzin, a kosztuje około 16 lei.
W Braszowie, w zależności od tego, z której strony i z jakiej miejscowości wychodzi się w Fogarasze (my wychodziliśmy od wschodu, z Sâmbăty de Sus ) łapie się autobus do Făgăraş, a stamtąd (niestety, czy jeździ jakiś autobus w stronę gór, trudno się wywiedzieć, jeśli nawet, to nie dojeżdża do samego kompleksu turystycznego Sâmbăta, a do wcześniejszej wsi, skąd jeszcze asfaltem jest do przejścia parę kilometrów) taksówkę pod same góry. Można utargować 45 lei (za 4 osoby), ale należy sprawę postawić jasno, np. napisać cenę na kartce i pokazać, bo mogą potem być problemy. Zazwyczaj taksówkarze chcieli 50, nawet 60 lei, warto się jednak potargować.
Jeśli chodzi o zejście z gór w powrotnej drodze, to zależne jest to od wsi, do której się zejdzie. My zeszliśmy do Sebeşu de Sus, stamtąd asfaltem trzeba przejść parę kilometrów do miejscowości Podu Olt, skąd jeżdżą pociągi do miast transylwańskich (m. in. Sybina).
Jeśli chodzi o drogę powrotną, do Suczawy jedzie np. z Braszowa (skąd wracaliśmy) jeden pociąg wieczorem o 23.09 i na rano jest w Suczawie. Bilet na pociąg bezpośredni do Suczawy jest niestety droższy niż na, wydawałoby się, dłuższą drogę z Suczawy do Braszowa przez Ploeszti, kosztuje 39 lei.






Transport w Rumunii




Pociąg

Najtańszym środkiem transportu w Rumunii jest pociąg osobowy ("personal", na rozkładach oznaczany literką "P" i czarnym napisem). Niestety jedzie bardzo wolno, za to jazda nim jest ciekawym doświadczeniem - można do woli się "naobserwować" rumuńskich ludzi. Szybszy i droższy jest accelerat, pociąg przyśpieszony, oznaczony literą "A"i czerwonym kolorem. Tymi rodzajami pociągów jeździliśmy. Są jeszcze inne, droższe, z których nie korzystaliśmy (rapid, kolor zielony i "R" oraz InterCity, kolor niebieski lub żółty, "IC"). Poniżej podaję przykładowe ceny biletów (w lejach, symbol "l") i rodzaj pociągu oraz, w niektórych przypadkach, odległości.

Suczawa - Ploeszti: 34 l, "A"
Ploeszti - Braszów: 16 l. "A" (107 km.)
Braszów - Suczawa: 39 l. "A" (460 km.)
Podu Olt - Sybin: 2, 40 l. "P" (ok. pół godziny jazdy)
Sybin - Sighişoara z przesiadką w Copsa Mica: 6, 70 l. "P" (95 km.)
Sighişoara - Braszów: 9, 40 "P"


Autobusy

Autobusami nie jeździliśmy wiele, na krótszych trasach przypominają one nasze busy. Z Braszowa do Făgăraş bilet na taki bus kosztuje 7, 50 lei od osoby. W miastach autobusy miejskie kosztują zazwyczaj 1 leję (w Suczawie czy Ploeszti). W Braszowie bilet na autobus miejski kosztuje 2, 40 lei, jest kasowany dwustronnie. Jako studenci uznaliśmy, że kasujemy tylko jedną część, drugą pozostawiając na inną jazdę
Z Braszowa (z centrum do dworca poza miastem dojeżdża się autobusem 22, ale lepiej się upewnić) do Branu bilet kosztuje 3 leje, z Branu do Râşnova 2 leje.


Inne środki transportu

W Rumunii popularny jest płatny autostop. Najlepiej wcześniej ustalić cenę (przy dłuższych dojazdach). Aby złapać stopa, należy stanąć przy głównej drodze i po prostu machać. My z Râşnova do Braszowa dojechaliśmy za 1 leję od osoby.
Niekiedy wygodnie jest wziąć taksówkę, przeważnie gdy chcemy dojechać do małej wsi, skąd wychodzimy w góry. Należy się targować i upewnić, czy taksówkarz rzeczywiście ma tę cenę na myśli. Polecam pisanie cen na karteczce, choć i ten sposób w naszym przypadku okazał się zawodny. Przejazd z Făgăraş do kompleksu turystycznego w pobliżu Sâmbăty de Sus, pod same góry kosztował nas 45 lei za 4 osoby.






Pieniądze




W Rumunii po reformie walutowej "obcięto" od cen 4 zera i tak np. 10000 lei to teraz 1 RON (lub Leu, czyli leja). Nadal używa się jednak banknotów i cen starych i nowych, więc trzeba uważać przy płaceniu, by się nie pogubić. 1 leja to około 1, 20 zł.. Najlepiej wziąć do Rumunii euro lub dolary tam już wymieniać na rumuńską walutę. 1 dolar to 2, 77 - 2, 85 l., 1 euro to około 3, 55 l. W kantorach nie ma problemu z wymianą, w miastach lepiej jednak odejść kawałek od dworca i poszukać kantoru trochę dalej, bo dostaniemy wtedy za dolara czy euro więcej. W kantorze niekiedy wymagają pokazania paszportu, gdyż spisują do komputera dane. Należy jednak bacznie patrzyć, jakie ceny oferują kantory! Często oszukują klientów w taki sposób, że obok waluty w jednej kolumnie piszą obecny kurs bankowy, a obok w drugiej cenę sprzedaży. Przyzwyczajeni do naszych "zapisów" automatycznie możemy wziąć drugą kolumnę za cenę skupu i stracić, bo prawdziwa cena skupu jest zapisana na dole, pod kolumnami i często jest zaniżona w porównaniu z w innymi kantorami.


Ceny

Ceny w Rumunii są porównywalne do polskich, niekiedy wyższe. W schroniskach w górach i w dużych miastach, szczególnie w restauracjach, jest oczywiście drożej. Ceny zwykłych produktów w sklepach są jednak zbliżone do tych w Polsce (np. chleb kupowaliśmy za 2, 65 do 3, 70 l.). W małych miejscowościach sklepy spożywcze (tzw. mix) oferują też często i inne rzeczy, na przykład piżamy, i są znacznie gorzej zaopatrzone niż te w miastach, w których można kupić wszystko.




Wstępy

Poniżej podaję przykładowe ceny biletów wejść do obiektów, które zwiedzaliśmy.
Zamek Drakuli w Branie: 12 l. bilet cały, 6 l. ulgowy (również dla studentów), 10 l. fotografowanie.
Zamek w Râşnovie: 10 l. Zniżki są tylko dla dzieci.
Wstęp do kościoła Na Wzgórzu w Sighişoarze: 2 l.
Wstęp w obręb starówki w Sighişoarze w czasie Festiwalu Średniowiecza: 2 l.





Noclegi




Góry

W górach najtaniej (bo bezpłatnie) nocować pod namiotem lub w schronach (refugiul), choć oczywiście można też w schroniskach (cabanach). Miejsca na rozbicie namiotu oddalone są od siebie zazwyczaj dzień drogi (bardzo często przy jeziorkach), a że innych dogodnych miejsc na szlaku nie ma, często spotyka się tych samych ludzi na noclegu. Przeważnie blisko od takiego miejsca znajduje się woda, jeśli natomiast nocleg jest obok jeziorka, woda ze strumyka jest już niemal pod nosem. Refugia, rodzaj niezagospodarowanych schronów, mogą być niekiedy zajęte, bo często są niewielkich rozmiarów. Niekiedy jednak warto spać w swoim namiocie, bo schrony bywają brudne i śmierdzące.




Miasta

W miastach najlepiej dać się zaczepić na dworcu ludziom oferującym nocleg w swoim domu, z którymi można się potargować. Jest to najtańsza forma noclegu, choć wcześniej należy się upewnić, jakie warunki panują w domu, czy jest łazienka i toaleta. Młode osoby znają zazwyczaj angielski, więc nie powinno być problemu z porozumiewaniem się. Plusem jest to, że od Polaków żąda się o wiele mniej niż od ludzi z Europy Zachodniej.
W Braszowie polecamy nocleg u mówiącej świetnie po angielsku pani Giny (Gina i Mihai Bolia, Str. Dealul Melcilor nr 1, Brasov, Romania, tel. 0268 537 110, 0744 831 863, 0740 194 580). Ma ona kilka bardzo dobrze wyposażonych mieszkań (pokój, kuchnia i łazienka do prywatnego użytku) dla turystów, służy wszechstronną pomocą (oprócz mapki Braszowa wytłumaczy, jak dojechać do Branu i gdzie tanio i dobrze zjeść) i nie ma problemu, by, w wypadku wyjazdu wieczorem, zostawić u niej w dzień spakowane bagaże. Nocowaliśmy u niej za 24 leje za osobę. Mieszkanie, w którym się zatrzymaliśmy, było około 15 minut od dworca kolejowego i ok 30 minut od centrum, więc nie musieliśmy dojeżdżać, by zwiedzać Braszów.
W Sighişoarze mieszkaliśmy w jednym z pokoi w domu starszych państwa za 12, 5 lei. Jako że trafiliśmy na Festiwal Średniowiecza, na dworcu było wiele osób oferujących nocleg. Problemem był tylko nocleg w Sybinie - tam nie ma takich osób, więc trzeba szukać noclegu w pensjonatach. Poza centrum jest oczywiście taniej, ale daleko. My zdecydowaliśmy się na hostel na jednym z rynków miasta (cena niestety dość duża, 40 lei lub 11 euro, dla posiadaczy karty (np. ISIC) z "opcją" Hostelling International trochę taniej).






Bezpieczeństwo




Miasta

Wbrew obiegowym opiniom Rumunia jest bezpiecznym państwem, jeżeli zachowa się podstawowe środki ostrożności. W miastach trzeba oczywiście uważać i nie zostawiać w widocznym miejscu swych rzeczy bez opieki, szczególnie w miejscach, gdzie jest tłum. Trudno też w miastach i wioskach pozbyć się niekiedy nachalnie żebrających Cyganów, którzy idą za turystą spory kawałek. W górach już nie ma takiego problemu. Wychodząc w góry pierwszego dnia należy jednak uważać - jeżeli jest to późnym popołudniem, Cyganie wiedzą, że turysta daleko nie zajdzie i mogą go w nocy znaleźć i okraść. Najlepiej nie nocować w pobliżu dróg dojazdowych, a wyjść wyżej. To samo dotyczy zejścia z gór.



Góry - oznakowanie szlaku

Jeśli chodzi o wędrówkę w samych Fogaraszach, to góry te są dobrze oznakowane, ścieżka główną granią wydeptana, trudno więc zbłądzić. Należy pamiętać, że szlaki oznaczane są różnymi kolorami i różnymi figurami geometrycznymi (kolo, trójkąt, prostokąt, krzyż). W ważniejszych punktach znajdują się tabliczki czasów przejść (które należy brać w przybliżeniu, bo często wędruje się dłużej), w mniej uczęszczanych częściach gór są zniszczone, ale jeśli się ma mapę, nie ma najmniejszego problemu.


Odcinki eksponowane w Fogaraszach

Jeśli chodzi o trudność szlaku, to Góry Fogaraskie mają tylko kilka fragmentów trochę trudniejszych - jest to fragment szlaku "Trzy kroki od śmierci" w drodze główną granią przez Custura Arpaşului w stronę jeziora Capra, gdzie znajduje się kilka poręczówek i łańcuchów, niezbyt jednak skomplikowanych. Trudniejsza jest jedna z dróg dojścia na Negoiu - Strunga Dracului, skalny kominek z łańcuchami. Najtrudniejszy fragment to grań Custura Sărăţii, z przełęczy pod Negoiu na Şerbotę. Szlak prowadzi główną, skalistą granią, kończy kominkiem. Nie ma tu żadnych sztucznych ułatwień, trzeba więc wiele razy wdrapywać się lub spuszczać po skałach. Przy złej pogodzie szlak ten jest odradzany. br>


Psy pasterskie

Problemem na szlaku mogą być psy pasterskie pilnujące owiec. Nie spotkaliśmy jednak żadnych zdziczałych psów, a te, z którymi się zetknęliśmy, nie były groźne, szczególnie, jeśli w pobliżu był pasterz. Zazwyczaj woła on psy, jeśli jest w pobliżu, i można spokojnie przejść. Pasterzy warto przy okazji poczęstować papierosami (nawet jeśli się nie pali, warto wziąć jakąś paczkę z Polski), stają się wtedy przychylniejsi i nawet dają sobie zrobić zdjęcie.






Język




W Rumunii nie ma większych problemów z porozumiewaniem się. Młodzi znają angielski, często też włoski. Ze starszymi natomiast trudno się porozumieć, bo mówią po swojemu, ale od czegóż język migowy? W górach z porozumiewaniem się po angielsku też nie ma kłopotów, czy w schroniskach, czy na szlaku. Towarzystwo jest międzynarodowe, dużo jest także Polaków, więc swojego rodzinnego języka też się nie na pewno nie zapomni.






Kilka słów o Ukrainie




Jadąc bądź wracając z kraju Drakuli warto zatrzymać się choćby na dzień na Ukrainie. Koszty dojazdu podałam w części o dojeździe do Rumunii. Jeśli chodzi o ceny, są oczywiście o wiele niższe. W Czerniowcach, w których się zatrzymaliśmy na dzień, można naprawdę tanio zjeść i wypić (piwo, na przykład jest śmiesznie tanie). Niestety, z jakością jest gorzej. Trudno wybrać przytulny lokal, niektóre pamiętają jeszcze stare czasy. Wybór dań nie jest oszałamiający, jedzenia jest niezbyt dużo, piwo często jest ciepłe i "chrzczone" wodą, a pizza, zdawałoby się, uniwersalne danie, jest malutka jak nasze bułki - pizze. W dodatku kelnerki traktują klienta jak zło konieczne, zdają się go nie zauważać, bywają nieprzyjemne i nie oddają reszty albo automatycznie naliczają napiwek. Mimo wszystko Ukraina ma swój urok, a Czerniowce pod wzgędem gastronomii różnią się od, choćby, Lwowa, na plus tego drugiego, oczywiście.